Yo!
To już trzeci rozdział :D Naprawdę cieszę się, że mam taką zajebistą koleżankę, dzięki której mam wenę, ponieważ ciągle gada zboczone rzeczy. Tak, to do ciebie, Oliwia xD
Dobra, już nie przedłużam :D
- Seya? Co ty tu robisz? - Fumi wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.
- Wpadłem odwiedzić brata, a co, nie mogę? - odparł chłopak z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy.
- No możesz... Ee.. Napijesz się czegoś? Kawy, herbaty?
- Może być kawa.
~*~*~*~*~*~*~
Fumi siedział już naprzeciwko swojego brata, trzymając w ręku kubek gorącej herbaty i co jakiś czas spoglądając za okno. Tyle czasu nie widział się z Seyą, ale jakoś specjalnie za nim nie tęsknił. Wiedział, że miał narzeczoną, więc nie chciał zawracać mu głowy, dlatego nie dzwonił ani nie prosił o spotkanie.
- O, Seya, a tak właściwie, to co tam u ciebie?
- A nic nowego. Tylko z Yui się pożarłem i mnie z chaty wypierdzieliła.
- O co się pokłóciliście?
- Ehh.. Wiesz jakie są kobiety. Była zazdrosna o moją szefową i myślała, że ją zdradzam, więc zrobiła mi awanturę i oddała obrączkę. No cóż, jej strata. Przy takim wyglądzie mogę mieć każdą.
To była prawda. Seya był przystojnym, dwudziestoletnim męszczyzną, o czarnych włosach i złotych oczach, na którego leciało większość dziewczyn w mieście. Był o wiele wyższy od Fumiego. Chłopak uważał, że jest gorszy od swojego starszego brata. W końcu miał tylko 167 centymetrów wzrostu, blond włosy i zielone oczy. Nigdy nie miał dziewczyny, ale nie obchodziło go to. Może i niektóre dziewczyny były ładne, ale... Ale nie miały tego 'czegoś'.
A co jeśli... Był gejem?
Nie, to niemożliwe.
A jednak ten sen... To szybsze bicie serca, kiedy Yasuda jest blisko niego... Brak kontroli nad swoim ciałem, gdy tylko Haruhiko go dotyka... Czy to.. Miłość?
- Nieeee! - Fumi zaczął krzyczeć w poduszkę.
- Ej, Fumi! Co jest?! - Seya zdezorientowany podbiegł do brata i ukucnął przy nim. - Czemu tak drzesz mor... - nie dokończył, ponieważ dostał poduszką w twarz. A potem drugi. I trzeci.
- Osz ty mały gnojku! Zaraz poznasz mój gniew! - po tych słowach Seya wyrwał poduszkę Fumiemu i zaczął go okładać. Obydwoje śmiali się przy tym i dogryzali sobie. Nagle Fumi wyczołgał się spod ataków brata i uciekł do pokoju.
- Złap mnie jeśli potrafisz! - rzucił w biegu. Gdy wpadł do swojej sypialni, chciał się gdzieś schować, lecz było już za późno. Drzwi się otworzyły i stanął w nich Seya. Chłopak chcąc się cofnąć, potknął się i upadł plecami na łóżko. Jego brat pojawił się tuż nad nim.
- Złapałem cię - powiedział i pochylił się nad nim.
- Seya, co ty... - Fumi nie był w stanie wydusić z siebie nic więcej. Usta Seyi znalazły się na jego ustach. Chłopak zaczerwienił się i odepchnął go od siebie.
- Co ty wyprawiasz? - zapytał zawstydzony. Seya chwycił go za nadgarstki i przycisnął do łóżka.
- P-puść mnie! - krzyknął i spróbował się uwolnić. Nie udało mu się. Jego brat był zbyt silny.
- Nie puszczę cię. - Seya nachylił się do jego ucha. - Kocham cię, Fumi.
- Ale t-ty lubisz dziewczyny!
- A kto powiedział, że tylko dziewczyny? - Starszy złożył namiętny pocałunek na szyi swojego brata.
Jest biseksualny?
Fumi cicho jęknął, gdy Seya zaczął pieścić jego sutki.
- P-proszę, przestań! - krzyknął rozpaczliwym tonem, kiedy poczuł rękę zbliżającą się do jego spodni. Po jego twarzy popłynęły łzy, już wiedział, co się za chwilę stanie. Pozostało mu tylko czekać, aż to wszystko się skończy.
Nagle do jego brata zadzwonił telefon. Seya spojrzał na ekran urządzenia i westchnął.
- Halo? Tak.. Tak skończyłem...
Fumi wykorzystał szansę na ucieczkę. Wybiegł z domu, po drodze zabierając bluzę, która wisiała na oparciu krzesła. Gdy dotarł do parku, zwolnił tempo. Po chwili zaczął padać deszcz.
Dlaczego to wszystko mi się przytrafia?
Fumi spojrzał w niebo, a z jego oczu popłynęły gorzkie łzy.
Ten rozdział wyszedł mi chyba gorzej... Tak mi się przynajmniej wydaje :P Ale co tam xD
Mam nadzieję, że się podobało i że Oliwia nie prześle tego Hani tak jak mówiła xD Wiem, że ona lubi te klimaty, ale lepiej jej nie pokazywać :D I obiecuję, że jutro pojawi się kolejny rozdział. To cześć xD
~ Naomi ❤
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz